X

Autor: Meet My Shoes, Gatunek: Proza, Dodano: 11 sierpnia 2014, 06:56:20

Nic, nic, nic, nic i… nic, i boom!

 

Coś się zmieniło. Klasyczny coup d'état przeprowadzony za naszymi plecami nocą. W cieniu. Ważąc całe piętnaście dekagramów. Zaplanowany chyba przez Tupaca i Dr. Albana, którzy zgodnie w pogoni za  wizją amerykańskości i amerykańskiego snu wcisnęli w Polską mentalność…

 

X.

 

By wszystko brzmiało bardziej luxusowo, exstrawagancko, exklusywnie… Nie nazwałbym tego zaburzeniami obsesyjnymi. Żadną paranoją czy zbagatelizowanym jamais vécu. Tak było. I mamy na to dowód. Te wszystkie Extrimo Relaxy Luxo Fuxy Deluxy całodobowe, całomiesięczne, całoświąteczne,  i te wszystkie inne xy, które powstały. Ale przecież to jest zrozumiałe.

 

X to było coś extra.

 

X jest pieprzonym bonusem za całą resztę alfabetu, który trzeba przemierzyć, by doświadczyć na własnej skórze Jak to jest odkopać skarb ukryty pod krzyżykiem? Jest tak banalnie prosty, że od tego powinno się zaczynać. Dosłownie zaczynać wszystko: począwszy od procesu mejozy aż po Alt plus F4… w Windowsie. Działać w trybie zero xowym.

 

X albo nic.

 

Wszyscy lubią pisać X. A jeśli nie lubią, to palce maczał w tym jakiś bóg. Taki trochę zretardziały.  Mógł się jedynie ślinić, jeść kozy z nosa i babrać się w kałuży swoich szczyn. Dzięki swojemu geniuszowi wpadł na wymyślenie bezużytecznego pomysłu, odrastających włosów łonowych, zawistnych karłów i końcówek dziewięćdziesiąt dziewięć za sztukę. Lecz nie powinno być się dla niego zbyt surowym. Jest ułomny. I można było to przewidzieć. Jak wsadzenie do ust skaleczonego palca.

 

Tylko, że komuś.

 

Okazja napisania w afekcie długopisem wyrazu z X, jest jak napisanie w swoim zeszycie trój liniowym pierwsze taxi ołówkiem. Ten moment. Stawia cię w sytuacji, gdy musisz odpowiedzieć na pytanie czy napisanie X  równa się dwudziesto cztero godzinnemu pokazowi Malice in Wonderland w carhopowej restauracji, z wylotową na Arizonę? Z serwowanymi darmowymi dawkami serotoniny? Z wetkniętą parasolką. Proponowanej przez karłów? Stylizowanych na Alberta Hoffmana i przemieszczających się krótkimi, posuwistymi posunięciami na wrotkach?

 

Jeśli nie? To masz pieprzoną rację.

 

To byłby jak burroughsowski lunch a ty wolałeś tylko o nim usłyszeć niż przedzierać się przez kolejne wersy tego satysfakcjonującego absurdu. Bądź jesteś prawdziwym koneserem jeśli chodzi o stawianie X wszędzie gdzie popadnie. Jesteś Xowym Zorro. Stawiającym krzyżyk na wszystkim co staje w opozycji do PRL’owskiego wyczucia amerykańskości.

 

Aha… i boom!

 

Zero do minus dziewięćset dziewięćdziesiąt dziewięć, ale wciąż dla mnie. Dla końcówek dziewięćdziesiąt dziewięć za sztukę nie da się znaleźć zastosowania.

 

X.

Komentarze (0)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się